Uszka z mięsem

Uszka z mięsem

Uszka z mięsem do barszczu – tradycyjny przepis na pyszne świąteczne danie

Uszka z mięsem to klasyczny element wigilijnego stołu. Ich delikatne ciasto i aromatyczne nadzienie z mięsa sprawiają, że idealnie komponują się z gorącym barszczem.

Uszka z mięsem

Course: Dania główne
Idealne dla

4

osób
Całkowity czas przygotowania

1

hour 

10

minutes

To przepis na uszka, który zadowoli każdego miłośnika tradycyjnych polskich smaków.

Składniki

  • 2 szklanki mąki pszennej

  • 1 jajko

  • 1/2 szklanki wody

  • 1 łyżka oleju

  • Szczypta soli

  • Farsz mięsny:
  • 300 g mielonego mięsa, ja używam mięso z rosołu (może być też wieprzowe lub wieprzowo-wołowe)

  • 1 cebula

  • 2 łyżki masła

  • 1 łyżeczka majeranku (opcjonalnie)

  • Sól i pieprz do smaku

  • u mnie również magii w płynie

  • Do gotowania
  • Woda z dodatkiem soli

Sposób wykonania

  • Ciasto: W dużej misce wymieszaj mąkę z solą. Zrób wgłębienie na środku, wbij jajko i wlej wodę oraz olej.
    Wyrób ciasto, aż stanie się gładkie i elastyczne. Jeśli ciasto jest zbyt suche, dodaj odrobinę więcej wody.
    Uformowane ciasto przykryj wilgotną ściereczką i odstaw na około 30 minut, aby odpoczęło
  • Farsz: Cebulę posiekaj drobno, a następnie podsmaż ją na maśle na złoty kolor w dużej patelni.
    Do cebuli dodaj mielone mięso i smaż je, aż będzie dobrze wysmażone. Dopraw majerankiem, solą i pieprzem do smaku.
    Pozostaw farsz do wystudzenia
  • Formowanie uszek: Ciasto rozwałkuj na cienki placek (około 2 mm grubości) i wycinaj z niego małe kółka (około 5 cm średnicy).
    Na środek każdego kawałka ciasta nakładaj łyżeczkę farszu mięsnego.
    Składaj ciasto na pół, formując półksiężyce, a następnie zlepiaj brzegi, mocno dociskając, aby farsz nie wypłynął podczas gotowania.
  • Gotowanie: W dużym garnku zagotuj wodę, dodaj sól do smaku.
    Gdy woda zacznie wrzeć, wkładaj uszka partiami do garnka i gotuj je przez 3-4 minuty, aż wypłyną na powierzchnię.
    Wyjmuj je łyżką cedzakową i układaj na talerzu.
  • Podanie: Uszka najlepiej podawać gorące, wlewane do miski z gorącym barszczem. Możesz je również podać na talerzu z masłem i koperkiem jako samodzielne danie.

Wskazówki

  • Ciasto: Jeśli chcesz, aby ciasto było bardziej elastyczne, dodaj do niego 1 łyżkę masła lub smalcu podczas wyrabiania.
  • Nadzienie: Możesz dodać do farszu odrobinę ugotowanego i drobno posiekanego grzyba (najczęściej używa się suszonych grzybów leśnych), aby nadać mu intensywniejszy smak.
  • Gotowanie: Uszka najlepiej gotować w osolonej wodzie. Unikaj wrzucania zbyt wielu uszek na raz, aby nie zlepiały się podczas gotowania.
  • Przechowywanie: Uszka można przygotować wcześniej i zamrozić. Po ugotowaniu przechowuj je w lodówce przez 2-3 dni lub w zamrażarce do 3 miesięcy.

Polecam również pierogi z kapustą i grzybami

barszcz z uszkami

Uszka z mięsem

Uszka z mięsem to jedno z najpopularniejszych dań na polskim stole w okresie świąt Bożego Narodzenia. Ich smak doskonale komponuje się z aromatycznym barszczem czerwonym. Ciasto jest delikatne, a farsz mięsny, który zawiera podsmażoną cebulkę i przyprawy, jest pełen głębokiego smaku. Choć przygotowanie uszek wymaga trochę pracy, efekt końcowy z pewnością wynagrodzi wysiłek. Uszka można podać zarówno w wigilijny wieczór, jak i podczas innych rodzinnych uroczystości.

Absolutnie! Uwielbiam to zadanie. Przygotujcie się na dawkę czystej, kulinarno-emocjonalnej poezji, bo o uszkach z mięsem nie da się pisać bez osobistego, głębokiego westchnienia. To nie jest po prostu danie. To historia, zamknięta w miniaturowej, delikatnej sakiewce z ciasta. To esencja polskiej kuchni, ale też mojej własnej, najbardziej intymnej pamięci smakowej.

Zapomnijcie na chwilę o kaloriach, o dietach, o kuchennej precyzji wagi i miarki. Spójrzmy na uszka z mięsem tak, jak patrzy się na perłę – z bliska, doceniając jej niedoskonałość, która jest zarazem jej unikalnym pięknem.

Gdy widzę na stole uszka, to nie widzę tylko małych kawałków ciasta. Widzę ręce. Zawsze widzę ręce – mojej Babci, a potem moje własne, udręczone, ale szczęśliwe, od lepienia. Uszka z mięsem są uosobieniem cierpliwości i miłości. To jest ten typ potrawy, której nikt nie lepi „na szybko” w przerwie na kawę. To jest celebracja czasu, który zwalnia, gdy na blacie pojawia się rozwałkowane, niemal przezroczyste ciasto. To materiał, który musi być idealnie elastyczny – gładki, jedwabisty, podatny na zginanie i łączenie, a jednocześnie na tyle wytrzymały, by utrzymać ten cenny skarb, jakim jest farsz.

A farsz… ach, ten farsz. To nie może być byle jakie, chude mielone. To jest kompozycja. Melodia smaków, która rozbrzmiewa na podniebieniu. Najczęściej jest to mieszanka, taka prosto z rosołu, bo przecież w tradycji polskiej nic się nie marnuje. Ugotowane na wolnym ogniu, z całą esencją warzyw i przypraw, mięso – najczęściej wołowina i wieprzowina, a czasem odrobina drobiu dla delikatności – staje się bazą. Jest mielone, ale to nie koniec. Magia dzieje się potem.

Musi być cebula. Duża, pokrojona w drobną kostkę i zeszkolona na złoty kolor, powoli, z namaszczeniem, aż straci swą surową ostrość i odda całą swoją słodycz. To ona, w połączeniu z tłuszczem z mięsa i ciepłym rosołem, spaja tę mieszankę w coś aksamitnego. Do tego oczywiście przyprawy. Nie za dużo, ale idealnie wyważone. Świeżo mielony pieprz czarny, który daje charakterystyczne, pikantne ukłucie. Sól – by wydobyć głębię. I mój sekretny składnik (którego nie zdradzę w formie przepisu, bo obiecałam!), który nadaje mu ten niepowtarzalny, „mój” aromat. Niektórzy dodają majeranek. Ja wolę odrobinę czegoś bardziej ziemistego, co łączy się z naturalnym smakiem mięsa.

Gotowy farsz jest wilgotny, ale nie wodnisty. Jest esencjonalny, ciemny, pachnący, a jego struktura jest lekko ziarnista, ale nie sucha. Kiedy nakładam go na te malutkie krążki ciasta – wycięte kieliszkiem do wódki, bo to idealny rozmiar – czuję odpowiedzialność. Muszę nałożyć odpowiednio dużo, żeby uszko było pulchne i zadowalające, ale nie za dużo, żeby ciasto się nie rozerwało podczas gotowania, ujawniając tym samym swój cenny wsad.

A potem jest ten rytuał sklejania. Najpierw trójkąt, idealnie zaciśnięty brzeg, żeby ani jedna kropelka smaku nie uciekła. Następnie, dwa końce tego trójkąta zginam i łączę, tworząc to, co nadaje im nazwę – małe, idealne „uszko”. To jest chwila, w której zwykła mąka i mięso stają się małym dziełem sztuki. One są miniaturowe, a jednak każde ma swój charakter. Jedno jest pulchniejsze, inne bardziej smukłe, ale razem tworzą armię małych, pysznych żołnierzy gotowych do służby.

Kiedy wpadają do wrzącej, lekko osolonej wody, zaczynają swój taniec. Unoszą się na powierzchnię, pulchnieją, nabierają blasku. Ich jasne, niemal mleczne ciasto staje się półprzezroczyste, pozwalając wyczuć pod palcami, że w środku jest coś ciemnego, coś konkretnego. Gotowane są krótko – to jest klucz. Nie mogą być rozgotowane, bo ich cienkie ciasto natychmiast straciłoby swoją delikatną teksturę i stałoby się ciężkie, mdłe. Muszą być al dente, z tą idealną, sprężystą subtelnością.

A moment podania? O, to jest finał. Uszka z mięsem, choć pyszne same w sobie (chociażby polane skwarkami i stopionym masłem – raj!), osiągają apogeum, gdy zanurzają się w gorącym, klarownym, rubinowym barszczu czerwonym. To jest ten polski yin i yang. Ostra, słodko-kwaśna, intensywna buraczana esencja idealnie kontrastuje z ciepłym, słonym i mięsnym wnętrzem uszka. Uszko, pływające w barszczu, staje się kotwicą smaku.

Kiedy biorę pierwszą łyżkę, najpierw czuję gorący, aromatyczny barszcz na języku. To rozgrzewa, budzi. A potem, gryzę uszko. Cienkie ciasto pęka z minimalnym oporem, a ja czuję ciepłą, doprawioną mieszankę mięs. To jest komfort, to jest dom, to jest chwila zatrzymana w czasie. To nie jest haute cuisine, ale to jest coś o wiele cenniejszego – to jest kuchnia z duszą. To są uszka z mięsem. Danie, które zmusza do zwolnienia, do docenienia prostoty i do pamiętania, że najlepsze rzeczy wymagają cierpliwości.

I właśnie dlatego, mimo że mogę je kupić gotowe w każdym sklepie, co roku muszę je lepić sama. Dla smaku, dla zapachu, dla tej magicznej satysfakcji, że te wszystkie malutkie uszka są dokładnie takie, jak powinny być: idealnie niedoskonałe, pełne smaku i absolutnie moje. To mała forma tradycji, którą z dumą i lekkim bólem pleców przekazuję dalej. Uszka – definicja kulinarnego szczęścia.

Podobne wpisy

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *