Pasta z pieczonej papryki
Pasta z pieczonej papryki i feta–przepis na paste to kremowy dodatek do pieczywa
Pasta kanapkowa z pieczoną papryką i fetą to wyjątkowa propozycja pełna intensywnych smaków. Idealnie sprawdzi się jako smarowidło do świeżego chleba, dodatek do grzanek lub przekąska na imprezę.
Pasta z pieczonej papryki
Course: Śniadania2
osób50
minutesKremowa konsystencja i lekko dymny smak pieczonej papryki połączone z wyrazistą fetą sprawiają, że trudno jej się oprzeć!
Składniki
2 duże czerwone papryki
150 g sera feta
2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
Szczypta ostrej papryki (opcjonalnie)
Sól i pieprz do smaku
Świeża bazylia do dekoracji
Sposób wykonania
- Pieczenie papryki
- Rozgrzej piekarnik do 220°C (funkcja grilla).
- Umyj papryki, przekrój na pół i usuń gniazda nasienne.
- Wyłóż papryki na blaszce skórką do góry.
- Piecz przez około 20 minut, aż skórka zacznie się mocno przypiekać i pojawią się czarne plamy.
- Wyjmij papryki z piekarnika, przełóż do miski i przykryj folią spożywczą na 10 minut (ułatwi to obieranie).
- Po ostygnięciu obierz papryki ze skórki.
- Przygotowanie pasty
- W blenderze umieść pieczone papryki, fetę, czosnek, oliwę z oliwek oraz sok z cytryny.
- Miksuj do uzyskania gładkiej konsystencji.
- Dopraw solą, pieprzem i opcjonalnie szczyptą ostrej papryki.
- Finalne przygotowanie
- Przełóż pastę do miseczki.
- Skrop dodatkowo oliwą i udekoruj listkami świeżej bazylii.
Wskazówki
- Obieranie pod folią: Krok z przykryciem gorącej papryki folią na 10 minut jest niezbędny. Powstała para „gotuje” skórkę, dzięki czemu odchodzi ona dosłownie sama. To oszczędza czas i frustrację.
- Opcja na Ostro: Szczypta ostrej papryki jest świetna, ale polecam spróbować pasty harissa (pół łyżeczki) zamiast zwykłej ostrej papryki.
- Regulacja smaku: Nie przesadź z solą na początku! Feta jest już bardzo słona. Zawsze miksuj, próbuj, a dopiero potem ewentualnie dodawaj sól i pieprz.
Pasta kanapkowa z pieczoną papryką i fetą to idealna propozycja na urozmaicenie codziennych śniadań. Jej kremowa konsystencja i głęboki smak zadowolą nawet najbardziej wymagających smakoszy. Połączenie pieczonej papryki i słonej fety tworzy wyśmienity kontrast, który doskonale komponuje się z chrupiącym pieczywem.
Sprawdź przepis na tosty francuskie z serem brie z orzechami i gruszką





Pasta z pieczonej papryki przepis
Cóż za wyzwanie! Tysiąc słów bez przepisu, prosto z serca blogerki kulinarnej, która dziś postanawia zdjąć fartuch i założyć kapcie. Chcę Wam opowiedzieć o czymś znacznie głębszym niż idealnie wyrośnięte ciasto drożdżowe czy perfekcyjnie skarmelizowana cebula. Chcę opowiedzieć o samej magii jedzenia, o tym niewidzialnym splocie, który łączy nas ze sobą, z naszymi wspomnieniami i z całym światem.
Bo widzicie, gdy patrzycie na moje zdjęcia – te idealnie skomponowane kadry, te krople oliwy lśniące jak małe klejnoty – widzicie efekt końcowy. Ale ja, ja widzę całą historię. Widzę dłonie mojej Babci, które z niezawodną precyzją formowały pierogi, choć wzrok już nie ten. Czuć zapach jej kuchni, mieszaninę kopru, suszonych grzybów i cynamonu, która na zawsze będzie dla mnie synonimem bezpieczeństwa. Widzę zmęczoną, ale szczęśliwą twarz mojego męża, który po ciężkim dniu pracy zasiada do stołu, a ja obserwuję, jak z każdym kęsem odzyskuje spokój.
Gotowanie nigdy nie było dla mnie tylko zbiorem instrukcji. Było i jest formą miłości, językiem, którym komunikuję się z bliskimi. Kiedy pytacie mnie, co jest kluczem do sukcesu w kuchni, zawsze się uśmiecham. To nie składniki „bio” czy najnowszy mikser. To intencja. To chwila, w której stajesz przed deską do krojenia i decydujesz, że te pół godziny, ten czas, który poświęcisz na siekanie, mieszanie i doprawianie, jest czymś więcej niż obowiązkiem. To inwestycja w radość, w smak, w momenty, które będą zapamiętane.
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że jedzenie jest naszym najsilniejszym łącznikiem z pamięcią. Zapach prażonej kawy przenosi mnie do paryskiej kawiarni, gdzie siedziałam na studiach, marząc o wielkiej karierze. Smak słonego karmelu to powrót do szalonych wakacji z przyjaciółkami. A ta dzisiejsza pasta z pieczonej papryki i fety? To dla mnie lato, spalone słońcem pomidory, wieczory na tarasie. Kiedy upieczesz paprykę, ten lekko dymny, słodki aromat wypełnia dom i nagle… jesteś tam. Nieważne, czy za oknem szary listopad, czy wschodzi słońce. Jedzenie ma tę niezwykłą moc, że potrafi transportować nas w czasie i przestrzeni.
Wiele razy dostaję pytania, jak znajduję inspirację. Ludzie wyobrażają sobie, że wchodzę do kuchni, a z lodówki wyskakują mi pomysły niczym kolorowe motyle. Prawda jest taka, że inspiracja jest wszędzie – w barwach zachodzącego słońca, które idealnie pasują do kolorów pasty curry, w kształcie kamienia, który podpowiada mi, jak ułożyć warzywa na talerzu. Ale najczęściej inspiracja przychodzi z… potrzeby. Z głodu bycia razem.
Współczesny świat często każe nam jeść w pośpiechu. Przy biurku, przed ekranem, byle szybciej, byle zaliczyć ten posiłek. A ja chciałabym Was dziś zaprosić do rewolucji powolności. Usiądźcie do stołu. Bez telefonów. Popatrzcie na to, co macie na talerzu. Spróbujcie rozłożyć ten smak na czynniki pierwsze. Poczujcie teksturę, ciepło, zapach. To nie jest tylko paliwo dla ciała. To jest celebracja życia. To jest chwila, którą podarowaliście sobie i swoim bliskim.
Blogowanie o jedzeniu nauczyło mnie też ogromnej pokory. Pokora wobec natury. Bo nie zawsze uda się znaleźć idealnie dojrzałe awokado. Nie zawsze ciasto wyrośnie tak, jak w instrukcji. Czasami się spali. I wiesz co? To jest w porządku. To jest część procesu. To jest lekcja, że życie, podobnie jak gotowanie, jest chaotyczne, piękne i nieprzewidywalne. Najlepsze historie kulinarne często rodzą się z pomyłek. Zamiast idealnego biszkoptu wychodzi zakalec, który nagle staje się bazą dla najlepszych trufli na świecie.
Pomyślcie o tym. Ilu z nas ma ten jeden, jedyny obiad, który od razu przywodzi na myśl dom? Dla jednych to rosół, dla innych naleśniki z serem. Nie chodzi o to, że jest skomplikowany. Chodzi o to, że ma duszę. I o tę duszę musimy dbać w naszej codziennej kuchni. Oto przepis na paste…
pasta z pieczonej papryki na kanapke
Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się od prostej chęci dzielenia się. Chciałam, żeby inni poczuli ten sam rodzaj radości, jaki ja czuję, gdy tworzę coś z niczego. Dziś, po latach, wiem, że najwięcej otrzymuję ja. Wasze komentarze, Wasze historie o tym, jak mój przepis stał się tradycją w Waszym domu, to jest to, co mnie napędza. To jest ta prawdziwa esencja.
Bo w końcu, jedzenie to wspólnota. To ten moment, kiedy wszyscy siadają razem, dzieląc się nie tylko posiłkiem, ale i opowieściami. Wszelkie bariery znikają. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy łamią chleb. I to jest najpiękniejsze, co możemy sobie dać. Pasta z pieczonej papryki to samo zdrowie.
Nie bójcie się eksperymentować, ale przede wszystkim – nie bójcie się czuć w kuchni. Odłóżcie miarki i włączcie intuicję. Pozwólcie sobie na to, by gotowanie było medytacją, oddechem, chwilą tylko dla Was. A kiedy następnym razem usiądziecie do stołu, weźcie głęboki wdech i powiedzcie cicho: „Dziękuję”. Za smak, za bliskość, za tę krótką chwilę, która łączy Was z całym światem.
Bo każda łyżka, każdy kęs, to mały kawałek historii, którą piszecie każdego dnia w swojej kuchni. A ja z radością jestem częścią tej opowieści. Wróćcie do tego tekstu, gdy znów poczujecie się zagubieni w gotowaniu. Pamiętajcie: to ma być radość. Zawsze.
Moja pasta z pieczonej papryki z feta to przede wszystkim zdrowe ale i pożywne śniadanie lub kolacja!

Jeden komentarz